Kultowy film Matrix zasiał ziarno zwątpienia w realność otaczającego nas świata. Subiektywne doświadczenie podpowiada, że niesłusznie, ale najnowsze odkrycia i badania pokazują, że natura świata, w którym żyjemy może być inna, niż do tej pory zakładała nauka.

Teoria Symulacji

Wielu naukowców i filozofów rozważa teorię symulacji, która zakłada, że żyjemy w sztucznie wygenerowanej rzeczywistości. Według Bank of America, szansa, że znajdujemy się w wirtualnej rzeczywistości, to nawet 50%… Więcej o dowodach na to, że żyjemy w matrixie możesz przeczytać tutaj.

Jednym ze zwolenników teorii symulacji jest Elon Musk, który szuka możliwości dotarcia do tzw. bazowej rzeczywistości i w tym celu zapoczątkował badania nad naturą świata. Czy jednak nas, przeciętnych zjadaczy niezdrowego chleba może obchodzić czy żyjemy w bazowej, czy wirtualnej rzeczywistości? Według mnie tak. Nawet jeśli nie mamy ambicji Muska to funkcjonowanie w tzw. realu będzie znacznie łatwiejsze po poznaniu zasad, które nim rządzą. A w przypadku symulacji są one zupełnie inne niż te opisywane przez naukę. Ba, nawet jej zaprzeczają!

Załóżmy, że to co jest – jest

Nauka opiera się bowiem na założeniu, że to co jest – jest. Zakłada ona realność badanych zjawisk, chociaż nie potrafi tego udowodnić. Jeśli zaś punkt wyjścia nauki zostanie podważony to wnioski jakie wyciąga będą miały zupełnie inny wymiar. Nie przestaną obowiązywać, ale stracą swój autorytatywny charakter.

Wracając do zasad, których poznanie może nam pomóc łatwiej żyć. To trochę tak jakby zrobić krok w bok i z oddalenia przez chwilę obserwować rzeczywistość, dzięki czemu możemy objąć wzrokiem coś więcej niż tylko kilka metrów przed oczami. Czasami tyle właśnie wystarczy, aby uniknąć przysłowiowego dołka lub innej przeszkody.

Wirtualny, ale dalej realny?

Co zmienia świadomość, że nasz świat to matrix?  Jeśli zrozumiemy matrix w którym żyjemy, nie przestanie on być dla nas ani trochę mniej realny. Będzie po prostu bardziej zrozumiały.

Zacznijmy więc od początku. VR – najnowsza technologia umożliwia doskonałe odwzorowanie rzeczywistości w wirtualu. Po nałożeniu gogli i słuchawek przenosimy się do wirtualnego świata. Łatwo i bez wysiłku zapominamy o tym gdzie naprawdę znajduje się nasze ciało i kurczowo trzymamy się deski obawiając się kilometrowej przepaści, która przecież w realu nie istnieje. To tylko wirtualna przepaść, ale i tak traktujemy ją poważnie. Może dlatego, że nasz umysł jest … stworzony do tego, aby być oszukiwanym? Jeśli nasze ciało to tylko awatar w grze, to oprogramowanie umysłu (ego) musi umożliwiać jak najlepsze wczucie się gracza w wybraną postać.

Gracz czy może NPC?

Kim jesteśmy? Niektórym wydaje się, że są ciałem i dlatego cielesne walory lub schorzenia stają się sednem gry. Inni identyfikują się ze swoją psychiką i myślą, że są swoimi uczuciami lub problemami. Przeważnie jednak uważamy, że jesteśmy ego – umysłem, którego celem istnienia jest być zajętym. Roztrząsanie problemów autentycznych bądź urojonych. Kto tak naprawdę ma rację?

revolver_ego
Kadr z filmu Revolver, Guya Ritchiego.

Jeśli nasz świat to matrix, to wszyscy gramy w grę. A sama gra stała się dla nas tak ważna, że nawet sobie nie uświadamiamy, że jesteśmy graczami*. A raczej awatarami, których oprogramowanie zyskało tak dużą autonomię, że straciło kontakt z graczem. Pozwoliliśmy umysłowi/ego zdominować ten świat, a duch w nas stał się ledwie szeptem. Odzyskanie tej komunikacji to pierwszy warunek udanej rozgrywki!

* oczywiście możemy być również NPC-ami (postaciami z gry, bez podłączenia do gracza), ale wtedy też poznanie zasad gry może poprawić naszą zaprogramowaną egzystencję.

Alicja Zamorska